06/08/2026
Jeden z momentów, na który najbardziej czekam latem, to moment, w którym otrzymuję wywołaną kliszę i wracam do wszystkich cudownych momentów z ostatnich tygodni.
W środku pojawia się myśl, że to zaraz się skończy, że lato minie i znowu będę musiała wyciągnąć swetry. Jednak widząc to wszystko, co przeżyłam, wyciągam kolejną kliszę, rower i jadę po kolejne piękne zachody słońca, zające skaczące na pachnącym, skoszonym polu i chłonę to wszystko tak, jakbym chciała zatrzymać to w środku na długo. Jakbym lądowała baterie na krótkie dni i długie noce, przed którymi przecież nie ucieknę. Będę wtedy szukała innych pięknych małych momentów. Nie wiem czy jest na to jakaś nazwa, ale podejrzewam, że tak (jeśli ją znacie to dajcie znać). Lęk przed końcem lata, końcem ciepła. Pojawia się co rok, ale wtedy tym bardziej znajduję dookoła siebie te małe rzeczy. Ciepły wieczór na balkonie z kotami i książką, w oddali widzimy burzę, którą jeszcze do nas nie przyszła, ale już rozświetla niebo w oddali.
I zapisuję te sierpniowe momenty. Codziennie przynajmniej jeden. Robię im zdjęcia. Gdy za oknem będzie ciemno, będę do nich wracać. Czytać i oglądać to, co daje mi energię, daje mi życie.
Kocham lato, kocham upały, kocham truskawki, letnie burze, swobodę i spontaniczność, długie dni.
Niech trwają jak najdłużej.
• lato Apulia Włochy klisza zdjęcia analogowe zachód słońca •