05/11/2025
Już co prawda Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszny za nami, ale muszę Wam się przyznać, że nie tylko lubię listopad-jego kolory i nostalgię, ale także wspomniane wyżej święta.
Nieraz miewam myśli, że fajnie byłoby się przenieść do minionych czasów, choć na chwilę, by skosztować tamtych chwil.
Uwielbiam urbex, czyli zwiedzanie opuszczonych miejsc. Odkrywanie ich tajemnic, zastanawianie się dlaczego mieszkańcy opuścili to miejsce.
Ostatnio rozrosło się też moje drzewo genealogiczne i to jest absolutnie fascynujące: czy odnajdę kiedyś rodzinę swojej ciotecznej prababki...?
Ale moją ostatnim cennym doświadczeniem historycznym jest wizyta w domu, w którym urodził się mój tata i snute przez niego opowieści...
miedzy innymi o tym jak babcia tkała kolorowe chodniki...
Niesamowite co?
Jestem człowiekiem, który nie wziął się z nikąd. Głęboko wierzę, że talenty też mam po swoich przodkach...
I ta historia podnosi mnie na duchu.
W małej wsi na Podlasiu, była mała chatka.
Tam w przestrzeni, w której dziś "nie zmieściłaby się" trzyosobowa rodzina, było miejsce dla każdego.
Byli goście, rodzina, rodziły się dzieci, jedli, spali przy piecu. Moja prababcia, w tej samej przestrzeni, tkała ze szmatek kolorowe chodniki. Jej świat był kolorowy tak jak mój.
To dla niej dziś te kwiaty. Moje kolory są z wełny.