11/07/2025
"mego dziadka piłą rżnęli…
Myśmy wszystko zapomnieli."
UWAGA BARDZO DŁUGO
(Wpis rozbudowany!)
DZIESIĘĆ KŁAMSTW O WOŁYNIU
Historia już dawno przestała być nauką, czy pasją, zarezerwowaną dla ludzi nią zainteresowanych. Stała się narzędziem, jak łopata, bronią jak karabin. Od kilku lat panuje niewesoły trend wykorzystywania historii do walki politycznej i uderzenia w nielubianą przez siebie opcję.
Wydawało mi się - jeszcze niedawno, dwa lata temu - że są pewne aspekty historii tak jaskrawe i jednoznaczne, że ich podważanie, czy umniejszanie spotka się z oburzeniem i pogardą. Jednym z takich zagadnień wydawało mi się Ludobójstwo Wołyńskie. Sądziłem, że trzeba być, jak to się mówi, szurem, żeby w jakikolwiek sposób umniejszać takie bestialstwo.
Ale Polacy mnie umieją zaskakiwać i udowodnili mi, że można. Od kilkunastu miesięcy czytam na okrągło wypowiedzi polskich celebrytów, publicystów, polityków - nawet byłych ministrów! - które w jednoznaczny sposób przerzucają odpowiedzialność za to ludobójstwa, choćby częściowo, na ofiary...!
Rozumiecie to? Polacy usprawiedliwiają bestialskie mordowanie dziesiątek tysięcy cywilów - w ogromnej mierze kobiet i dzieci - z użyciem młotków, siekier i pił, po okrutnych torturach, pisząc, że... ''Polacy nie byli bez winy''. Niektórzy posuwają się do takich bredni, że jako źródło historyczne... podają Sienkiewicza!
Jak można coś takiego powiedzieć całkowicie poważnie i publicznie. nie brzydząc się sobą?
Czy tacy ludzie poszliby do jakiegokolwiek ocalonego z ludobójstwa i mu powiedzieli: ''Ej, słuchaj, ale ty nie jesteś bez winy, w sumie to ci się należało, że ci siekierą zamordowali matkę, a ojcu poderżnęli gardło''?
Ludobójstwo Wołynia nie jest ani prawicowe, ani lewicowe. Nie jest powiązane z partiami politycznymi. To dziedzictwo przodków, pozostawione nam, Polakom, przez historię. Naszym obowiązkiem jest o nim mówić i dbać o nie. W imię prawdy, w imię tych, którzy zostali wymordowani, i w imię tych, którzy przeżyli i musieli dekadami ukrywać swoje traumy.
Traumy oglądania bestialskiego mordowania na ich oczach ich sąsiadów, znajomych, rodzin. Traumy stałej ucieczki, biedy i niepewności. Traumy milczenia i osamotnienia.
Traumy, których nie da się porównać do żadnych ''problemów'' pierwszego świata.
Oczywiście, żadni tropiciele bzdur, tak ochoczy, w ich zwalczaniu, gdy chodzi o ''prawicowe'' mity - dziwnie milczą. Dlatego przygotowałem rozbudowany wpis o kłamstwach wołyńskich, jakie najczęściej się pojawiają. Czytajcie, komentujcie i nieście w świat. Zachęcam do czytania też mojego wpisu o Wołyniu z przedwczoraj.
1) ''I Rzeczpospolita przez setki lat kolonizowała i ciemiężyła Ukraińców''
I Rzeczpospolita przede wszystkim nie była państwem narodowym, tylko szlacheckim, opartym o etos szlachty i jej przywileje. Już z samego tego powodu ''argument'' ten jest bzdurą. Trudno zresztą mówić o ''ukraińskim narodzie'' w XVII wieku, bo idee nacjonalizmu ukraińskiego powstały ponad dwieście lat później.
Co więcej, tereny ukrainne, o których ''ciemiężeniu'' mowa znajdowały się daleko na wschód - w rejonie Podola, Naddnieprza i Zaporoża, gdzie największe majątki posiadała magnateria ruska: Zbarascy, Zasławscy, Ostrogoscy i wreszcie - Wiśniowieccy. Wywodzili się oni z książąt ruskich, a nie polskich. Przykładowo, rejestr poborowy z 1628 r. na Ukrainie wskazuje, że na 15 magnatów tam posiadających majątki, tylko trzech było szlachcicami polskimi. Na 176 właścicieli ziemskich w województwie kijowskim, Polakami było tylko 21. Dwudziestu jeden.
Ale jasne, ''Polacy kolonizowali''.
Z drugiej strony, tereny Galicji nie były przez Polskę ''okupowane'', tylko były jej integralną częścią. W 1340 roku książę halicko-wołyński Bolesław Jerzy II zapisał swoje ziemie polskiemu królowi Kazimierzowi Wielkiemu, uznając go za dziedzica Rusi. Były to ziemie tak samo polskie, jak Kraków, czy Warszawa i należały do Polski przez sześćset lat. To wielokrotnie dłużej, niż Wrocław, czy Szczecin. Równie dobrze można powiedzieć, że Polacy ''okupują'' dzisiaj Poznań, albo Lublin.
Przypomnę też, że od 1569 do 1795 roku doszło do przynajmniej dwóch dużych rzezi Polaków na Ukrainie - pod Batohem (1652) i w Humaniu (1768). Pod Batohem 4 czerwca 1652 r. wymordowano ok. 3500 polskich jeńców. Liczba może wydaje się mała, ale ofiarami była elita żołnierska I RP, wywodząca się z polskiej szlachty.
W ogóle zwolennicy tego ''argumentu'' dziwnym trafem pomijają istnienie ''Wołynia 0.5'', czyli XVIII-wiecznej koliszczyzny, chłopskiego buntu z 1768 roku przeciwko pańszczyźnie, podczas której hajdamackie chłopstwo, podjudzone przez cerkiew, mordowało brutalnie i masowo Polaków, Żydów i duchowieństwo. Zamordowano wtedy co najmniej 100 000 osób. W Humaniu 21 czerwca 1768 r. zginęło 20 000 ludzi. Czy to nie była dostateczna zemsta?
O ile ukraińscy pisarze, jak Szewczenko, Franko, Kotlarewski, czy Hruszewski faktycznie odwoływali się do etosu Kozaków, o tyle Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO), a potem jej następczyni, czyli Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), oparły się na tradycji Strzelców Siczowych i ultranacjonalizmie ukraińskim (przypominającym raczej idee pewnego malarza z Austrii) Dmytro Doncowa i Mychajło Kołodzyńskiego, mówiącym o utworzeniu ''czystego jak szklanka'' państwa ukraińskiego od Wołgi po Wisłę.
Tu należy dodać, że tereny, gdzie Polacy ''ciemiężyli'' Ukraińców znajdowały się poza granicami II RP i setki kilometrów od Wołynia. OUN jednak nigdy nie zdobyła tam większej popularności. UPA nigdy tam nie dotarła. Okręg Wojskowy UPA ''Wschód'' (za granicami II RP) nigdy nie powstał, zaś Okręg Wojskowy UPA ''Południe'' na Podolu rozleciał się już latem 1944 roku po pół roku istnienia. Mimo ambitnych planów, UPA nie zdołała dotrzeć na sowiecką Ukrainę. Polacy na tych terenach, tam gdzie rzekomo ''ciemiężyli'' 300 lat wcześniej - mimo ludobójczej sowieckiej operacji polskiej z lat 1937-38 - przeżyli i żyją do dzisiaj w rejonie Żytomierza, stanowiąc największe skupisko Polaków na Ukrainie.
Większość sił UPA znajdowała się na terenach polskich Kresów i nigdy nie odwoływała się do Chmielnicczyzny.
Do tradycji Bohdana Chmielnickiego za to najczęściej i najchętniej sięgali w swojej propagandzie... Sowieci. Chmielnicki miał status bohatera Ukraińskiej SRR, był bohaterem kilku sowieckich filmów jako bojownik przeciw ''polskim panom'', jego pomnik w Kijowie przetrwał cały okres ZSRR bez żadnego uszczerbku, ustanowiono też jego medal.
Trzeba też powiedzieć, że na Wołyniu prawie nie było szlachty. Jej ogrom zginął, albo uciekł w trakcie tzw. Pożogi 1917, gdy wskutek upadku carskiej Rosji doszło do niszczenia dworów i posiadłości. Inni przepadli w trakcie pochodu Armii Czerwonej w latach 1919-1920 i mordowania przez bolszewików tzw. ''burżuazji''. Osadnicy wojskowi, urzędnicy, policjanci i inni przedstawiciele polskiej władzy, zostali wymordowani, albo wywiezieni przez Sowietów w latach 1939-41. Ogrom polskich mieszkańców Wołynia w 1943 roku to byli małorolni, prości chłopi.
W skrócie - od XVI wieku Ukraińcy mieli dość okazji by się pomścić na Polakach, a przeciętny banderowiec w 1943 roku bynajmniej nie zabijał nożem polskich dzieci z powodu ciemiężenia jego prapradziada przez wąsatego polskiego szlachciurę dwieście lat wcześniej.
2) ''II RP prześladowała Ukraińców przed Wołyniem''
Nie wiem, jak można masowe ludobójstwo usprawiedliwiać tym ''argumentem'', ale to jest bzdura. Opisywałem, jak wyglądała sprawa z Ukraińcami w XX-leciu międzywojennym w Polsce. Link w komentarzu. Mówiłem też o tym w podcaście. Tu tylko skrótowo.
Pierwotnie Ukraińcy w II RP mieli otrzymać bardzo szerokie prawa: ukraińskie szkoły, gazety, urzędy, a nawet uniwersytet.
Tylko co z tego, skoro Ukraińska Organizacja Wojskowa od 1921 roku prowadziła terror przeciwko Polakom, w latach 1922-23 nieomal doprowadzając do wojny domowej? UWO zastraszała, biła i mordowała tych, którzy usiłowali normalnie żyć: kandydatów z mniejszości ukraińskiej do Sejmu i Senatu, ukraińskich studentów i uczniów, chodzących do dwujęzycznych szkół, redaktorów gazet i nauczycieli. Nawoływano do dezercji poborowych z wojska wraz z bronią. Ukraińscy terroryści mordowali wszystkich, którzy mogli doprowadzić do porozumienia polsko-ukraińskiego. Pierwszą ich ofiarą był ukraiński poeta, nauczyciel, Sydor Twerdochlib, działający na rzecz porozumienia z Polską. Zamordowano go w 1922 roku. W latach 1922-23 UWO dokonała aż 302 ataków terrorystycznych, napadając i podpalając głównie polskie dwory i gospodarstwa (w sumie 158), a nie obiekty państwowe.
Polityka Piłsudskiego względem Ukrainy była bardzo, bardzo łagodna (niech świadczy o tym fakt, że Marszałek osobiście zabiegał o złagodzenie kary dla zamachowca, który usiłował go zabić) i dopiero po 10 latach terroryzmu ukraińskiego Polacy przedsięwzięli bardziej zdecydowane działania.
Wskutek terroru ukraińskiego faktycznie Polska podjęła akcje represyjne. Zlikwidowano ukraińskie organizacje paramilitarne, uznając je za wylęgarnię terroryzmu, ograniczono liczbę ukraińskich szkół, zamieniając je na dwujęzyczne (gdzie i Polacy, i Ukraińcy uczyli się języka swoich sąsiadów), nie otwarto ostatecznie ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie (chociaż Polacy zaproponowali utworzenie takiego uniwersytetu w Równem, a Ukraińcy mogli się kształcić na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, pod warunkiem, że przyjęli polskie obywatelstwo), a na Kresach osiedlano osadników wojskowych (chociaż i tak 60 % ziemi przypadło Ukraińcom). Osadnictwo wojskowe było konieczne z powodu terrorystycznych akcji UWO-OUN w latach 20. i 30., gdy terroryści napadali i podpalali polskie gospodarstwa na terenach, gdzie osadnicy musieli bronić się sami z braku policji w każdej wsi.
(Tak, tak, nie było policji za rogiem, że można było zadzwonić z komórki i przyjadą za 5 minut)
Wspomnę też tutaj, że UWO-OUN była wspierana praktycznie od początku swojej działalności przez Czechów, Litwinów, czasem Sowietów, a przede wszystkim - Niemców. Terrorystów szkoliła i finansowała niemiecka Abwehra od 1921 do 1934 roku, a potem znowu od 1938 roku. Była to więc organizacja terrorystyczna na żołdzie wrogich wywiadów, a nie żadna tam oddolna formacja.
Po tzw. ''drugim wystąpieniu UWO'' w 1930 roku, gdzie terroryści ukraińscy napadli na 191 obiektów (z czego tylko 19 państwowych, reszta to prywatne mienie chłopów, także ukraińskich), Polacy podjęli akcję represyjną przeciwko terrorystom.
Mówiąc w skrócie, po 10 latach nieustannego terroru Polacy wreszcie podjęli akcję antyterrorystyczną. Wskutek tej niesamowicie strasznej akcji zginęła MOŻE JEDNA osoba. Aresztowano 1739 osób, z czego skazano tylko 211 osób na niewielkie wyroki. Znaleziono ok. 2000 sztuk broni. Owszem, Polacy przeprowadzali rewizje (czasem brutalne, szczególnie w domach, gdzie znaleziono broń) i nakładali kontrybucje na wsie - tylko zaraz potem kary te zniesiono.
Nawet po tej akcji OUN prowadziła ataki na Polaków, próbujących wypracować porozumienie z Ukraińcami. W 1931 roku zamordowała posła Tadeusza Hołówkę, w 1934 - ministra Bronisława Pierackiego i dyrektora ukraińskiego gimnazjum, przeciwnika terrorystów, Iwana Babija.
Tu trzeba wspomnieć o wojewodzie wołyńskim w latach 1928-29 i 1930-38, Henryku Józewskim, który prowadził bardzo proukraińską politykę na Wołyniu. Dzięki jego staraniom powstało wiele ukraińskich szkół, zelektryfikowano wszystkie większe miasta, poprawiono komunikację. Józewski osobiście dbał, by dotowano ukraińskie teatry, koła wiejskie i biblioteki. Nawet kazał wieszać portrety Petlury w gmachach publicznych. Jego doradcami byli Ukraińcy. Ukraińcy mogli go nazywać tylko swoim dobrodziejem.
Na tym samym Wołyniu, gdzie parę lat później banderowskie zbiry wypruwały brzuchy ciężarnym kobietom, a mężczyzn rozrywały końmi.
Co w zamian za jego starania zaplanował dla niego Bandera i spółka z OUN?
Usiłowali go zamordować. Nie udało im się tylko dlatego, że Piłsudski tych bandziorów wsadził do więzienia.
Jeśli ktoś tu kogoś terroryzował - to tylko UWO-OUN. Działania UWO-OUN w II RP przypominają bardzo dobrze ''separatystów'' z Donbasu.
3) ''A Polacy burzyli cerkwie''
Owszem, Polska burzyła cerkwie. W 1938 roku miała miejsce akcja rewindykacyjno-polonizacyjna na Chełmszczyźnie, podczas której zburzono kilkadziesiąt cerkwi.
Zanim jednak podniesie się larum na wąsatych polskich katolików, co to gnębili prawosławnych, pragnę przypomnieć, że Kresy Wschodnie II RP były przed 1918 rokiem częścią zaboru rosyjskiego. Cerkwie prawosławne budował zaborca jako element walki kulturowej. Wiele miało tylko znaczenie symboliczne i nikt ich nie odwiedzał. Przykładowo, wg spisu wyznaniowego z 1906 roku w powiecie chełmskim mieszkało 70 884 katolików i 58 870 prawosławnych. Znajdowało się tam jednak tylko 11 kościołów i aż 47 cerkwi. Wiele z tych obiektów było budowanych tylko dla rosyjskich garnizonów wojskowych i rodzin rosyjskich urzędników. Wraz z klęską Rosji w I wojnie i odpływem Rosjan cerkwie opustoszały. W 1921 roku w samym Chełmie znajdowało się aż dwanaście cerkwi, chociaż miasto zamieszkiwało 9492 katolików i tylko 1369 prawosławnych.
Sytuację komplikował fakt, że władze carskie w 1875 roku zlikwidowały unicką diecezję chełmską w ramach walki kulturowej pod zaborami. Wiernych zmuszono do przejścia na prawosławie, zlikwidowano ich obrzędy, a majątek przejęła Cerkiew Prawosławna. Doprowadziło to do likwidacji Kościoła unickiego, będącego częścią Kościoła Katolickiego. Nic więc dziwnego, że cerkwie w II RP postrzegano jako symbole rosyjskiej dominacji, imperializmu carskiego i niewoli.
Po odzyskaniu niepodległości, katolicy domagali się zwrotu 880 cerkwi z ogólnej liczby 3100. Z tego 240 stanowiły odebrane kościoły katolickie, a 640 - pounickie. Do 1924 roku rewindykowano 140 obiektów. Dochodziło przy tym do spięć, gdy katolicy samowolnie usiłowali odbierać utracone świątynie.
Akcja rewindykacyjna była prowadzona od maja do lipca 1938 roku siłami 3. Dywizji Piechoty Legionów. W jej toku zamknięto i zburzono od 91 do 127 cerkwi wybudowanych, lub wyświęconych po 1875 r., z których wiele było nieużywanych i pustych, a ich utrzymywanie kosztowało samorządy. Akcję prowadzono jednak zbyt chaotycznie i przynajmniej kilkukrotnie zburzono cerkwie, które były czynne i wykorzystywane przez wiernych, dochodziło do bezczeszczenia świątyń. Spotkało się to z dużymi protestami w kraju środowisk nie tylko ukraińskich, ale też polskich, wobec czego akcję wstrzymano.
Nie wiem tylko, jak to się ma łączyć z tematem Wołynia, bo zburzenie ok. 100 cerkwi ma niewielki związek z Wołyniem i UPA. Na Chełmszczyźnie UPA pojawiła się późno, bo dopiero w 1944 roku. Do zbrodni zachęcało UPA głównie duchowieństwo greckokatolickie, a nie prawosławne. Znani Ukraińcy, broniący cerkwi, nie znaleźli się potem w OUN i UPA. I żadne burzenie cerkwi nie usprawiedliwia masowej i brutalnej eksterminacji dziesiątek tysięcy ludzi, zwłaszcza kobiet i dzieci.
4) ''Tak się kończy nacjonalizm''
Owszem, za ludobójstwo wołyńskie odpowiadają nacjonaliści ukraińscy, ale to tylko półprawda. Za rzeź Wołynia i Małopolski Wschodniej 1943-45 odpowiada radykalne skrzydło OUN, czyli banderowcy. Jednakże OUN-M, czyli zwolennicy Andrija Melnyka, mniej radykalnego, a bardziej proniemieckiego nacjonalistycznego działacza ukraińskiego - od samego początku występowali przeciwko rzezi. Jeden z liderów OUN-M, Ołeh Sztul-Żdanowicz pisał: „Z polskim narodem jedna nas wspólny wróg. A polska mniejszość na Ukrainie była gotowa być w swej masie lojalna... Nie brakowało z polskiej strony prowokacji i przestępstw. Ale na to trzeba było odpowiedzieć sądem i karą dla winnych. A to, co się na tym odcinku działo w 1943 roku nie daje się wtłoczyć w żadne ramy. Cała akcja postawiła całą mniejszość polską przeciwko nam.”
Z tego powodu banderowcy rozbrajali partyzantów OUN-M i często ich rozstrzeliwali. Warto tu dodać, że Bandera i jego poplecznicy mordowali melnykowców jeszcze długo po II WŚ.
Tak samo przeciwko Banderze opowiadał się także Taras Bulba-Boroweć, pierwszy konspiracyjny dowódca ukraiński i twórca tzw. Siczy Poleskiej UPA w 1941 roku. Boroweć nie tylko nie współpracował z OUN, ale był także przeciwny mordom na Żydach, za wrogów nr 1 uważał Sowietów. Mordowanie polskich cywilów ten wielki patriota, niewątpliwie nacjonalista - uważał za ''plamę na ukraińskim honorze''. W sierpniu 1943 roku pisał do Bandery: „Naród polski tak czy inaczej istnieje, i jak długo będzie on w tej samej niewoli, co i my, tak długo w następstwie okoliczności będzie on nie naszym wrogiem, a sojusznikiem.”
Tak samo jak melnykowców, tak i oddziały Bulby banderowcy rozbrajali i mordowali ich członków. Wśród zamordowanych była sama żona Borowecia.
5) ''Bandera nie miał nic wspólnego z Wołyniem, bo był więźniem i NIE WIEDZIAŁ o Wołyniu''
''Argument'' trącający ''trochę'' Holocaustem i Hynkelem, prawda?
Znowu półprawda. Owszem, Bandera był więźniem KL Sachsenhausen od lipca 1941 roku, gdy Niemcy rozpędzili rząd Jarosława Stećki we Lwowie (o czym pisałem, link w komentarzu). Nie zmienia to faktu, że zanim Niemcy ich aresztowali, to podległe im oddziały (milicja ukraińska, grupy marszowe OUN, bataliony ''Nachtigall'' i ''Roland'') były odpowiedzialne za liczne zbrodnie na Polakach i Żydach w ciągu zaledwie dwóch tygodni latem 1941 roku (na czele z pogromem lwowskim).
Program „Walka i działalność OUN w czasie wojny” z maja 1941 roku, podpisany przez m.in. Banderę:
„Mniejszości narodowe dzielą się na:
a) przyjazne nam, to znaczy członkowie wszystkich ujarzmionych narodów;
b) wrogie nam, Moskale, Polacy, Żydzi;
a) mające jednakowe prawa z Ukraińcami, oni mogą wrócić do swojej ojczyzny.
b) niszczone w walce, oprócz tych którzy przestrzegają porządku: przesiedlenie na ich ziemie, niszczyć przede wszystkim inteligencję, której nie wolno dopuszczać do jakichkolwiek państwowych instytucji, w ogóle należy uczynić niemożliwym pojawienie się inteligencji, to jest uniemożliwić dostęp do szkół, itd.”
Siedząc w niemieckim obozie Bandera popierał niemieckie ludobójstwo na Żydach. Za rzeź Polaków odpowiadali najbliżsi współpracownicy Bandery: Roman Szuchewycz i Mykoła Łebed. W czasie pobytu w obozie Bandera utrzymywał kontakt z OUN-B i UPA za pośrednictwem kurierów. Jego pobyt w obozie można określić tylko jako luksusowy - miał dostęp do gazet, radia i gości. Nigdy nie potępił tego ludobójstwa - ani w 1943 roku, ani nigdy później, chociaż z pewnością o nim wiedział. Nigdy nie nakazał też go wstrzymać, chociaż trwało ono jeszcze przez ponad pół roku po jego wypuszczeniu we wrześniu 1944 r.
Jak pisał o nim jego wybitny biograf, Grzegorz Rossoliński-Liebe:
„Mordowanie Polaków najpierw na Wołyniu, a później w Galicji Wschodniej przez nacjonalistów służących w UPA w żadnym stopniu nie zaprzeczało temu, jak Bandera wyobrażał sobie wolną Ukrainę.”
Terror był codziennym narzędziem Bandery w walce o władzę. Już po wojnie Bandera popierał mordowanie Ukraińców nieprzychylnych UPA, kontynuowanie walki, choć wiadomo było, że UPA ponosi zbyt duże straty i dalsza walka szkodzi samym Ukraińcom, a nawet planował użycie bomby atomowej na Ukrainie w przewidywanej III wojnie światowej, byleby odzyskać władzę.
6) ''A Polacy mieli Jedwabne''
Naprawdę ktoś serio porównuje oddolny, inspirowany przez Niemców pogrom trzystu osób, powodowany kolaboracją pod okupacją sowiecką 1939-41, będący czynem kryminalnym - z odgórnie zaplanowaną przez oficjalnych reprezentantów (a III konferencja OUN-B to były najwyższe władze konspiracyjnej Ukrainy) czystką etniczną na ponad 150 tysiącach ludzi, przeprowadzoną najokrutniejszymi metodami?
Polski Związek Walki Zbrojnej, a potem Armia Krajowa, nigdy nie zachęcały do pogromów i potępiały zbrodnie na Żydach.
UPA była oficjalnym wykonawcą decyzji III konferencji metodycznej OUN-B o mordowaniu Polaków.
Uczestnicy pogromów nie mają w Polsce swoich pomników, ani nie nazywa się ich bohaterami.
Na marginesie, to Wołyń i Żydzi mają ze sobą tyle wspólnego, że w szeregach UPA było mnóstwo ''herojów'', którzy wcześniej u boku Niemców wymordowali dziesiątki tysięcy Żydów w szeregach SS, Ukraińskiej Policji Pomocniczej i Schutzmannschaft. Ci Żydzi, którzy przeżyli ludobójstwo i uciekli do oddziałów UPA, byli początkowo przygarniani, szczególnie specjaliści jak krawcy, dentyści, czy zegarmistrzowie. Wszyscy jednak potem byli skrytobójczo mordowani przez banderowców. Po wojnie byli członkowie UPA, broniąc się przed zarzutami o mordowanie Żydów, wykreowali nieistniejącą postać Stelli Krencbach, Żydówki rzekomo uratowanej przez UPA. Jej postać powiela m.in. znana gloryfikatorka UPA i Szuchewycza, ukraińska pisarka Oksana Zabużko, której propagandę już kilkanaście lat temu obalił prof. Grzegorz Motyka.
Tymczasem dokumenty: „SB (Służba Bezpeky OUN - kontrwywiad) wydała rozkaz - wszystkich Żydów nie będących specjalistami potajemnie zlikwidować, aby Żydzi i także nasi ludzie o tym nie wiedzieli, a rozpuszczać propagandę, że uciekli do bolszewików.”
(Niesamowite jest to, że ludzie, którzy zazwyczaj tępią antysemityzm, nagle bronią nazistów, odpowiedzialnych za setki tysięcy ofiar…)
A skoro już mowa o Jedwabnem, ZWZ i Kresach, to tak na marginesie zacytuję tylko raport Komendanta Głównego ZWZ, generała Stefana Roweckiego ''Grota'' a propos Podlasia w 1939 roku, który wyjaśnia kilka rzeczy:
„Ujawniło się, że ogół ży-ski we wszystkich miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną milicję, że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami państwa polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując ich jako antysemitów i oddając na łup przybranych w czerwone kokardy mętów społecznych.”
7) ''Wyklęci też mordowali''
Znowu to samo. Oczywiście, pojawia się tutaj tradycyjnie kapitan Romuald Rajs ''Bury'', którego historię już opisywałem (link w komentarzu). Każdy, kto cokolwiek przeczytał w temacie, wie, że pacyfikacja czterech wsi białoruskich zimą 1946 roku była odwetem za współpracę z komunistami, i potwierdzali to zarówno sami członkowie oddziału kapitana Rajsa, jak i mieszkańcy wsi. Nikt nie został zamordowany z powodu pochodzenia etnicznego, czy wyznawanej wiary. Żadne z zabitych dzieci nie zginęło tam zamordowane celowo. Nie było też mordowania obuchami siekier, wykonywania katolickiego znaku krzyża i innych bzdur. W dwóch z czterech wsi polscy partyzanci zostali najpierw ostrzelani przez mieszkańców - członków komunistycznych milicji.
Poza tym, nie wiem jak można tak na trzeźwo i mając w miarę normalny poziom intelektualny porównywać śmierć 79 osób (słownie: siedemdziesięciu dziewięciu; w dużej mierze przypadkową) z zaplanowanym odgórnie i przeprowadzanym skrupulatnie ludobójstwem 150 tysięcy ludzi, powodowanym wyłącznie ksenofobią i nienawiścią, o charakterze nieomal sakralnym. Ludobójstwem przeprowadzonym wyjątkowo bestialsko, bez żadnej litości, za to z ogromem okrucieństwa. Metody pozbawiania życia przez UPA były niesłychanie brutalne i okrutne, poprzedzone wielogodzinnymi torturami.
Nawet gdyby (całkowicie fałszywie) zsumować wszystkie cywilne ofiary Wyklętych - zabite przypadkowo, bądź nie, dodając do tego konfidentów UB i członków PPR - liczba ta będzie kilkadziesiąt razy mniejsza niż liczba polskich ofiar UPA (i to nie licząc Żydów, Czechów wołyńskich, Ormian i innych mniejszości zamordowanych przez banderowców).
To samo tyczy się polskich akcji odwetowych, które na Wołyniu - gdzie zamordowano 60-80 tysięcy Polaków - pochłonęły 2-3 tysiące ofiar. Ofiar zabitych przez oszalałych ze strachu, osamotnionych Polaków, którzy w czarnej rozpaczy próbowali w jakikolwiek sposób powstrzymać banderowskie zwyrodnienie.
(Nie, oni też nie mogli zadzwonić sobie z komórki po policję, prawnika i psychologa, a potem iść na organiczne śniadanie z jarmużem do foodtrucka)
😎 ''To nie robota UPA, tylko Sowietów''
Jestem zdziwiony, że ten absurdalny argument przeniknął do polskiej dyskusji, ale faktycznie i takie tłumaczenie istnieje. Wskazuje ono, że Ludobójstwo Wołyńskie było dziełem sowieckich grup wywiadowczych, przebranych za UPA, po to by sprowokować Polaków i wywołać polsko-ukraińską wojnę domową.
Jest to oczywista bzdura. Sowieckie grupy pozorowane, udające oddziały UPA, faktycznie istniały, ale dopiero latem 1945 roku, na dwa lata po Ludobójstwie. Na początku 1943 roku Sowieci nie mieli bladego pojęcia, czym jest UPA, nie byli w stanie jej zinfiltrować, a tym bardziej współdziałać. Gdy doszło do ludobójstwa, sowieccy partyzanci byli tak samo zaskoczeni, jak Polacy. Co więcej, w ukraińskich wsiach sowieccy partyzanci byli traktowani od początku wrogo, choć w szeregach sowieckich było wielu Ukraińców. Dlatego korzystali z pomocy Polaków.
Profesor Grzegorz Motyka pisał: „Hipoteza ta nie znajduje żadnego potwierdzenia w źródłach, dlatego należy ją zdecydowanie odrzucić. Wśród setek ataków na polskie miejscowości nie sposób wskazać żadnego, który można by przypisać Sowietom. Za to wszędzie tam (także w wypadku mordu w Parośli), gdzie udało się ustalić tożsamość sprawców, okazali się nimi banderowcy.”
9) ''Rzeź wołyńska była chłopskim buntem ofiar przeciwko ciemiężycielom''
Ponieważ już wiemy, jak wyglądało to straszliwe ciemiężenie, to skrótowo odpowiem - nie, to nie był chłopski bunt. Narrację taką prowadzi m.in. były prezes Ukraińskiego IPN, Wołodymyr Wjatrowycz, którego tezy zostały obalone już kilkanaście lat temu przez prof. Motykę. UPA celowo nadała ludobójstwu pozory chłopskiego buntu, ''nowej koliszczyzny'', by sprawić wrażenie masowego poparcia dla swych celów. Tymczasem głównymi powodami ludobójstwa była inspiracja UPA. Ta zwyczajnie ''prowadziła mobilizację'' wygarniając mężczyzn ze wsi, uzbrojonych w widły, siekiery i młotki, by wzięli udział w rzezi, nierzadko pod groźbą śmierci. Skuszono również chłopów ''reformą rolną'' z sierpnia 1943 roku, gdy ziemię pomordowanych Polaków rozdzielono pomiędzy Ukraińców. Zachęcano także obietnicami rozdania majątku zamordowanych Polaków. Lata wojny i okupacji spowodowały znaczne zubożenie ludności, i to tak bardzo, że brakowało nawet zapałek, których rozdawanie UPA skrupulatnie wyliczała. Do tego chłopstwo zachęciła Cerkiew Greckokatolicka, nadając rzezi wymiar sakralny - nawet święcąc narzędzia zbrodni i rozgrzeszając jej uczestników. Wszystkie te działania były tylko i wyłącznie z inspiracji UPA. Nie jest znany ani jeden przypadek, by ukraińscy chłopi sami z siebie napadli na jakąś polską miejscowość.
Profesor Motyka, znowu:
„Nie tylko nie stwierdzono ani jednego przypadku, w którym [ukraińscy] chłopi samodzielnie dopuszczali się masowych mordów, ale często można zaobserwować sytuacje odwrotne, kiedy to UPA mobilizowała miejscową ludność do napadów na polskie osady.”
10) ''Ukraińcy mścili się na Polakach''
Tutaj króciutko, bowiem będzie o tym osobny wpis. OUN i UPA nie walczyły przeciwko ''polskiej okupacji''. OUN i UPA walczyły o Ukrainę ''czystą jak szklanka'' rodem z postulatów Mychajło Kołodzyńskiego i Dmytro Doncowa. Ofiarami ludobójstwa UPA padali nie tylko Polacy. Mordowano Żydów, Czechów wołyńskich, Romów, Ormian, Kozaków, Rosjan. Nie przebija się to tak do powszechnej świadomości, bowiem Polaków w Ludobójstwie zginęło najwięcej i głównie Polacy starają się to upamiętniać. Wszystkie nacje, które OUN uznawała za wrogie, podlegały eksterminacji. Ukrainę - wyobrażaną sobie od Wisły po Wołgę - mieli zamieszkiwać wyłącznie czyści etnicznie Ukraińcy, dlatego UPA niekiedy zmuszała do mordowania mężów, czy sióstr, a także synów, czy córki w mieszanych małżeństwach polsko-ukraińskich. To było nic innego, jak groteskowa czereda małych, ubogich kopii narodowych socjalistów, jednak równie brutalnych i zbrodniczych.
* * *
Jestem ciekaw, ile z tych osób wybielałoby w ten sposób Holocaust.
Czy pisaliby, że ofiary ''sobie zasłużyły''? Że ''nie byli bez winy''?
Pewnie zero, bo to zupełnie inna sytuacja, to się nie wpisuje w żadna rubryka, a w ogóle to kwestia biologiczna.
Ponadto:
''Spójrzmy może najpierw na siebie'' - ciekawe, czy w przypadku Niemców i nazizmu niektórzy odważyliby się na takie ''argumenty''. Też byście ''najpierw spoglądali na siebie'' i szukali usprawiedliwienia dla bestialstwa niemieckiej okupacji? Czy już nie wypada?
''Powrócimy do tego w lepszych czasach'' - ten tekst doskonale pasuje do generała Sikorskiego i jego rozmowy o granicach wschodnich ze Stalinem w grudniu 1941 roku - wrócimy do tego po wojnie. Wtedy też tak odkładano sprawę na później, na bliżej nieokreślone ''nigdy''. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy.
Tzw. ''lepsze czasy'' już były - przez ostatnich 30 lat.
W 2004 roku, gdy Wiktor Juszczenko, bardzo mocno popierany przez Polaków, został prezydentem Ukrainy, to na samym początku kadencji wyciągnął banderowskie szkielety z szafy, a Banderze nadał tytuł ''Bohatera Ukrainy'', odebrany w 2011 roku przez prezydenta Wiktora Janukowycza. Kult ten będzie tylko przybierał na sile i albo damy mu odpór teraz, albo za kilka lat to my będziemy przepraszać.
Na zakończenie miałem zagrzmieć, jak to powinno się potępiać UPA, banderowców i w ogóle krzyczeć o rzezi wołyńskiej. Ale nie.
Kiedy w zeszłym roku zacząłem pisać ten tekst, napisała do mnie pani Ukrainka o moim tekście o Wołyniu:
„Kiedy byłam dzieckiem, nie mówiono nam tego w szkole. Nigdy nie wiedziałam, kim był ten Bandera. To jest okropne. Nie ma odkupienia za te działania.”
Zatkało mnie. Dla mnie - te cztery krótkie zdania znaczą bardzo wiele.
Wypada zacytować tylko słowa ocalałej z Rzezi pani Zofii Szwal:
„Jeśli dzisiaj Ukrainiec prosi mnie o przebaczenie i mówi, że sam też mi wybacza, to ja się zastanawiam: »Ale co? Co ty mi przebaczasz?« Ja mu mam przebaczyć, że wymordowano mi szesnaście osób z najbliższej rodziny, a on mi ma przebaczyć to, że przeżyłam?
Kiedy jeździłam na Wołyń mówiłam Ukraińcom, że gdyby ktoś przyszedł i powiedział: »zamordowałem«, i zapłakał, to ja zapłakałabym razem z nim, zapłakałabym, że ciąży na nim taka straszna zbrodnia. I to jest właśnie droga do pojednania.”
Słowa tej nieznanej mi pani z Ukrainy - to właśnie droga do pojednania. Pojednania bez krzyków ''no tak, UPA mordowała, ALE POLACY...''.
I do tej pani czuję wielokrotnie większy szacunek, niż do siorbiących sojowe latte fajnopolaków, wyśmiewających upamiętnianie Wołynia, usiłujących przerzucić odpowiedzialność za bestialską rzeź na Wołyniu na ofiary i zakrzykujących pamięć o tym ludobójstwie.
Wstydźcie się.
* * *
I na zakończenie jeno:
PAN MŁODY
Myśmy wszystko zapomnieli;
mego dziadka piłą rżnęli…
Myśmy wszystko zapomnieli.
GOSPODARZ
Mego ojca gdzieś zadźgali,
gdzieś zatłukli, spopychali:
kijakami, motykami
krwawiącego przez lód gnali…
Myśmy wszystko zapomnieli.
PAN MŁODY
Jak się to zmieniają ludzie,
jak się wszystko dziwnie plecie;
myśmy wszystko zapomnieli:
o tych mękach, nędzach, brudzie;
stroimy się w pawie pióra.
Stanisław Wyspiański, ''Wesele''.