20/08/2026
Wdzięczność ❤️🙏❤️
Piąty raz na Ecstatic Dance Festival w Hertland.
I po tych kilku latach coraz wyraźniej widzimy, że nie wracamy tam tylko po muzykę i taniec.
Wracamy po ludzi. Po atmosferę. Po ten specyficzny rodzaj bycia razem, w którym można na chwilę odpuścić role, obowiązki, ogarnianie życia i całe to dorosłe „trzeba”.
Można tańczyć. Można siedzieć pod drzewem. Można się wydzierać. Można taplać się w błocie. Można puszczać bańki mydlane i cieszyć się nimi jak pięciolatek. Można przez chwilę kompletnie nie przejmować się tym, jak to wygląda z boku.
I właśnie to jest dla nas w takich miejscach bardzo ważne.
Bo człowiek dorasta i po drodze uczy się całej masy potrzebnych rzeczy. Odpowiedzialności, pracy, planowania, pilnowania terminów, pieniędzy, decyzji i całej tej skomplikowanej układanki.
Przy tej okazji łatwo zgubić coś dużo prostszego.
Zdolność do zabawy. Do wygłupiania się. Do spontaniczności. Do robienia czegoś tylko dlatego, że sprawia frajdę.
Bez celu. Bez efektu. Bez potrzeby wyciągania z tego kolejnej „lekcji rozwojowej”.
I może właśnie tego najbardziej dziś potrzebujemy.
Nie kolejnej pracy nad sobą.
Nie kolejnego celu do osiągnięcia.
Nie kolejnej wersji siebie „bardziej świadomej”, „bardziej produktywnej” czy „bardziej rozwiniętej”.
Po prostu powrotu do radości.
Do lekkości.
Do spontaniczności.
Do zabawy, która nie musi mieć żadnego celu.
Muzyka ma w sobie coś niezwykłego — potrafi rozbroić kontrolę. Na kilka godzin głowa przestaje zarządzać całym wszechświatem, a ciało przypomina sobie, że przecież od zawsze wiedziało, jak się poruszać.
Bo życie przecież nie składa się tylko z rzeczy, które trzeba zrobić.
Są też rzeczy, które po prostu chce się przeżyć.
Dużo daje nam też sama społeczność.
Ludzie, których czasem widujemy tylko kilka razy w roku, a mimo to po chwili pojawia się poczucie znajomości i bliskości. Nie dlatego, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Wręcz przeciwnie.
Raczej dlatego, że przez kilka dni jest trochę mniej udowadniania czegokolwiek, mniej oceniania, a więcej zwykłego bycia razem.
W tańcu. W śmiechu. W zmęczeniu. W błocie. W ciszy. W kompletnym absurdzie.
I chyba właśnie na tym polega dla nas sens takiego tribe’u.
Nie na ucieczce od normalnego życia.
Raczej na przypomnieniu sobie, co chcemy zabrać ze sobą z powrotem.
Trochę więcej luzu. Trochę więcej spontaniczności. Więcej kontaktu z ludźmi. Więcej radości z małych rzeczy. I trochę mniej powagi.
Bo dorosłość wcale nie musi oznaczać, że przestajemy się bawić.
Może po prostu warto pilnować, żeby ten dzieciak w środku nie został na zawsze zamknięty w pokoju, podczas gdy dorosły siedzi przy komputerze.
Kilka zdjęć z ostatniego festiwalowego weekendu.
Trochę tańca, trochę błota, trochę muzyki, dużo śmiechu.
I zdecydowanie mniej powagi.
P.s. zdjęcia autorstwa Anna Wieja
Dziękujemy wszystkim za ten cudowny czas🙂