03/09/2026
𝗖𝘇𝗲𝗴𝗼 𝗻𝗮𝘂𝗰𝘇𝘆ł𝘆 𝗺𝗻𝗶𝗲 𝗸𝗼𝗯𝗶𝗲𝘁𝘆, 𝗸𝘁ó𝗿𝗲 𝘀𝗽𝗼𝘁𝗸𝗮ł𝗮𝗺 𝘄 𝗺𝗼𝗷𝗲𝗷 𝗽𝗿𝗮𝗰𝗼𝘄𝗻𝗶,
Przez wiele lat pracy, spotkałam setki kobiet.
Przychodziły po sukienkę, płaszcz, bluzkę czy kostium. Z pozoru wszystko zaczynało się bardzo zwyczajnie...od wyboru fasonu, koloru, materiału i zdjęcia miary.
Ale z czasem zrozumiałam, że ubranie bardzo rzadko jest tylko ubraniem.
Czasami kobieta, która staje przed lustrem, mówi o długości sukienki, a tak naprawdę opowiada o swoim stosunku do własnego ciała. Czasami zastanawia się, czy „w tym wieku wypada jej nosić czerwień”, a pod tym pytaniem kryje się coś więcej....czy nadal wolno mi być widoczną?
Inna mówi, że chciałaby coś dyskretnego,, „żeby się nie wyróżniać”.
I wtedy myślę o tym, ile razy w życiu kobiety słyszały, że powinny być trochę cichsze, trochę mniej kolorowe, trochę mniej odważne. Że wraz z kolejnymi latami powinny stopniowo znikać, najpierw z intensywnych kolorów, potem z odważniejszych fasonów, a czasem, również z własnych marzeń.
Praca z kobietami nauczyła mnie czegoś bardzo ważnego...nie projektuję ubrań dla sylwetek, tylko dla ludzi, którzy mają swoją historię.
Za każdą figurą stoi przecież konkretne życie, doświadczenia, sukcesy i rozczarowania, kompleksy, które czasem pamiętamy jeszcze z czasów szkolnych. Są słowa usłyszane przed laty i noszone w sobie znacznie dłużej, niż powinny. Są momenty, w których kobieta czuje się piękna, i takie, kiedy najchętniej chciałaby stać się niewidzialna.
Dlatego przymiarka bywa czymś więcej niż technicznym etapem powstawania ubrania.
To czas rozmowy, a rozmowy uczą.
Nauczyły mnie przede wszystkim, że pewność siebie nie ma wiele wspólnego z rozmiarem ubrania, wiekiem ani idealnymi proporcjami.
Spotkałam kobiety piękne, które nie potrafiły spojrzeć na siebie życzliwie i takie, które, nie wpisując się w żadne narzucone kanony, miały w sobie światło, energię i magnetyzm.
Bo atrakcyjność człowieka jest znacznie bardziej skomplikowana niż jego wygląd.
Rodzaj spojrzenia. Sposób mówienia. Ciekawość świata. Inteligencja. Poczucie humoru. Życzliwość. Pasja. Odwaga bycia sobą.
To wszystko tworzy coś, czego nie da się zamknąć w tabeli rozmiarów.
Z biegiem lat coraz częściej myślę, że moim zadaniem nie jest powiedzenie kobiecie: „w tym wygląda pani szczuplej” albo „ten fason ukryje mankamenty”.
Oczywiście, proporcje, konstrukcja i znajomość sylwetki są ważne. To część mojego zawodu. Ale nie chciałabym, aby cała rozmowa o ubieraniu kobiet sprowadzała się do nieustannego ukrywania.
Ukryj brzuch. Ukryj biodra. Ukryj ramiona. Ukryj wiek.
A może czasem warto zapytać inaczej?
Co chciałabyś w sobie podkreślić?
Co lubisz?
W czym czujesz się sobą?
Bo dobrze zaprojektowane ubranie nie powinno być przebraniem ani zbroją. Powinno pomagać być bardziej sobą.
I być może właśnie dlatego, po tylu latach pracy, moda interesuje mnie nie tylko jako zmieniający się świat trendów. Znacznie bardziej interesuje mnie człowiek, który stoi przed lustrem i jego wybory.
Żyjemy w czasach, w których niemal wszystko podlega ocenie. Ocenia się wygląd, sukces, wiek, wagę, sposób życia, poglądy, a nawet to, jak szybko potrafimy odpowiedzieć na wiadomość. Media społecznościowe stworzyły przestrzeń, w której każdy może pokazać fragment swojego życia, ale jednocześnie coraz trudniej jest odróżnić prawdziwe życie od jego starannie wyreżyserowanej wersji.
Patrzę również z niepokojem na młode dziewczyny, które bardzo wcześnie uczą się, że wygląd może decydować o pozycji w grupie. Marka butów, odpowiednia torebka, właściwy fason spodni, stają się przepustką do akceptacji.
A przecież człowiek, szczególnie młody, powinien najpierw dowiedzieć się, kim jest, zanim zacznie zastanawiać się, czy wystarczająco dobrze wygląda.
Jako osoba zajmująca się projektowaniem ubrań, nie jestem przeciwniczką mody. Przeciwnie, doceniam ją za możliwość wyrażania siebie, za kolor, formę, kreatywność i piękno.
Jestem natomiast przeciwna sytuacji, w której moda zaczyna dyktować człowiekowi, kim powinien być.
Moda powinna być narzędziem, a nie dyktatorem.
Powinna dawać możliwość wyboru, a nie odbierać poczucie własnej wartości.Powinna inspirować, a nie zawstydzać.
Dlatego coraz bardziej interesuje mnie rozmowa nie tylko o tym, co nosimy, ale również o tym, dlaczego dokonujemy takich, a nie innych wyborów.
Dlaczego jedni ludzie przez całe życie potrzebują akceptacji innych, a inni potrafią zachować własne zdanie?
Dlaczego tak łatwo ulegamy presji grupy?
Dlaczego czasem boimy się wyróżniać?
Dlaczego tak trudno powiedzieć nie?
Dlaczego mamy coraz więcej możliwości komunikacji, a jednocześnie tak wiele osób czuje się samotnych?
To pytania, które nie należą do świata mody, należą do świata człowieka.
I właśnie o tym chciałabym czasem mówić.
Nie jako ktoś, kto ma gotowe odpowiedzi na wszystkie problemy współczesności, ale jako osoba, która przez lata swojej pracy spotkała bardzo wielu ludzi, słuchała ich historii i nauczyła się jednego... za tym, co widzimy na zewnątrz, niemal zawsze kryje się coś więcej.
Za ubraniem jest człowiek, za jego wyborem, jakaś potrzeba. Za potrzebą – doświadczenie. A za doświadczeniem – historia.
Może dlatego coraz mniej interesują mnie szybkie oceny. Coraz bardziej ciekawi mnie to, co ludzie myślą, czego się boją, za czym tęsknią i dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje.
Moja pracownia jest miejscem, w którym powstają ubrania ale przez lata stała się dla mnie również miejscem spotkań i rozmów i może właśnie dlatego wiem, że najciekawsze historie nie zawsze kryją się na wybiegach, często siedzą naprzeciwko .