18/01/2024
Słowo o szwedzkiej cynie, zaczniemy od cynicznego słowa o miedzi, mosiądzu i złocie. Celebrycka trójca żółtych metali osiągnęła już swoje szczyty. Stacza się aktualnie w trendowy rów mariański, zalewając rynek mniej lub bardziej udanymi imitacjami. Za grosz, na jeden sezon i do zdjęć: to nie hasła dobrego projektu wnętrzarskiego. Dlatego apelujemy, jeżeli kochacie, kupujcie autentyki, one z mody nie wychodzą nigdy. Wróżymy cynie podobny los za parę lat. Zanim to jednak nastąpi, mamy czas nacieszyć się tym cudownym metalem, wdrapując się na panteon trensetterstwa i tworząc aranżacje jak nikt inny.
Cyna, to taka biedna siora srebra. Zrobiło się o niej głośno w latach 20-30 ubiegłego wieku. Kiedy Svenskt Tenn, czyli szwedzka pracownia artystyczna, wjechała z cyną i zaczęła tworzyć cudownie organiczne formy przedmiotów użytkowych. Dzisiaj Svenskt Tenn to instytucja, oferująca artystyczne rzemiosło użytkowe, ponadczasowe wzornictwo na materiałach różnej maści.
My, cynę lubimy ją najbardziej za ciężar, matowy finisz i mleczny odcień. Zbieramy stare projekty licząc, że ktoś przytuli je do swojego domu. Aktualnie w ofercie mamy kilka 100-letnich pucharów, świeczniki i czajniczek. Uwielbiamy przerabiać je na doniczki, a to tylko jeden z wielu pomysłów na wykorzystanie.
Czy powiecie cynie sakramentalne TAK?