13/05/2025
Pewna młoda kobieta postanowiła zamówić sukienkę u znanego krawca, bo szył pięknie i zawsze solidnie.
Jedyny problem? Uważała, że jego ceny są zdecydowanie za wysokie.
Gdy przyszła do pracowni, już od progu zaczęła negocjacje:
— Panie Janie, pańskie sukienki są stanowczo za drogie! — oznajmiła z przekonaniem.
— Tak pani sądzi? A ja wręcz przeciwnie — odparł spokojnie krawiec.
— Proszę tylko spojrzeć: na sukienkę dla mnie wystarczy niecałe dwa metry materiału. Zgadza się?
— Zgadza się — potwierdził krawiec.
— A więc jeśli doliczyć do tego koszt nici, igieł, może jeszcze nożyczek, to i tak wyjdzie co najmniej dwa razy taniej. Czyli i ja powinnam zapłacić dwa razy mniej!
Krawiec chwilę się zamyślił, po czym uśmiechnął się lekko:
— Przyznam, że niemal mnie pani przekonała. Tak bardzo, że jestem gotów zaakceptować pani warunki i policzyć dokładnie połowę pierwotnej ceny. Oczywiście — jeśli pani nalega.
— Oczywiście, że nalegam! — powiedziała triumfalnie kobieta.
— Świetnie, w takim razie zdejmę miarę, a za tydzień posłaniec przyniesie gotowy zamówiony towar prosto do pani domu.
Przez cały tydzień dziewczyna chwaliła się koleżankom, że udało jej się „przechytrzyć” krawca i zdobyć sukienkę za pół ceny. Te z niedowierzaniem czekały na efekt.
W umówionym czasie zjawili się wszyscy u niej w domu. Przyszedł też posłaniec z eleganckim pudełkiem. Dziewczyna z uśmiechem uniosła wieczko, a w środku... dwa metry materiału, szpulki nici, igły i para nożyczek.
Wściekła pobiegła do krawca:
— Jak pan śmie mnie tak oszukiwać?! — krzyknęła, ledwie przekraczając próg.
— Oszustwo? — zapytał spokojnie. — Droga pani, spakowałem wszystko, co pani sama wymieniła jako składniki ceny. Jeśli czegoś tam brakuje… cóż, być może dlatego, że nie chciała pani za to zapłacić.