13/03/2026
„Jak jebnie to jebnie.”
„Żaden fotelik nie pomoże jak będzie poważny wypadek.”
„Bez przesady z tą jazdą tyłem.”
Długo by cytować opinie rodziców, którzy - w zasadzie nie mam pojęcia w imię czego - bronią się przed faktami, nauką i daniem własnemu dziecku szans przeżycia w niezbyt abstrakcyjnym zdarzeniu jakim jest wypadek drogowy.
Zdjęcie powyżej jest jednocześnie dokumentem olbrzymiej tragedii jak i dowodem na delikatnie mówiąc nieprawdziwość teorii z pierwszego akapitu.
Policja podała, że w samochodach uczestniczących w wypadku w Kamienniku Wielkim podróżowało w sumie pięć osób. Cztery z nich nie żyją. Jedną z ofiar tragicznego wydarzenia jest 4letni chłopiec siedzącym w fotelu ostatniej grupy. Jego 2letnią siostrę podróżującą w fotelu tyłem helikopter odstawił do szpitala. Po badaniach okazało się że dziecku nie stało się kompletnie nic.
Cud? Nie, tego dnia siła wyższa miała niestety inne obowiązki. Tutaj zadziałała nauka, rozumienie fizyki i odpowiedzialność rodziców, którzy zaufali logicznym argumentom, a nie chłopskiemu rozumowi. Ich wybór podjęty rok wcześniej dał dziecku drugie życie.
Sam fotel po zderzeniu nie zdradzał tego co przeszedł. Siły które na niego zadziałały nie zrobiły większego wrażenia i zrobił to do czego został stworzony. Zapewnil małemu użytkownikowi bezpieczeństwo. I chociaż przebieg i wynik zderzenia były dramatyczne to dla producenta zachowanie fotelika nie było zaskoczeniem. Stawianie bezpieczeństwa dziecka na pierwszym miejscu bez marketingowych kompromisów sprawdziło się nawet w tak ekstremalnym zderzeniu.
To co zdecydowało o życiu dziecka to jakość konstrukcji i sposób montażu - o ironio! - będący często przyczyną do negowania rozwiązań tego typu.
Różnica w podejściu rodziców do tego po co jest fotelik jest diametralna. Dla jednych jest przedłużeniem wózka, przykra konieczność, a nierzadko zbędnym gratem bo na chłopski rozum to przecież kiedyś nie było.
Druga część rodziców rozumie, że jedyną poważną funkcją jest ochrona dziecka podczas wypadku. Przez lata może być zbędnym gratem, ale w te ułamki sekund, w których życie brutalnie i bez ostrzeżenia weryfikuje nasze wybory , już nie mamy czasu na zmianę zdania. To już jest czas konsekwencji własnego podejścia i odpowiedzialności.
Całkiem niedawno nauczyłem się, że nie podejmujemy złych czy dobrych decyzji. Musimy tylko być gotowi ponieść konsekwencje własnego wyboru. A te bywają kompletnie różne. Żaden z rodziców nie chce źle dla własnego dziecka i nikt nie będzie nigdy gotowy na życie ze świadomością, że mógł wybrać inaczej. A jednak wbrew logice, dostępności wiedzy i gotowych rozwiązań z maniakalnym uporem brną we własne przekonanie niepodparte jakimkolwiek fundamentem. Na jednej szali są własne przekonania, na drugiej życie wlasnego dziecka. Czemu to pierwsze często waży więcej? Tego nie zrozumiem.
A jak w praktyce wygląda chłopski rozum made in Poland? Polecam Google i „Rzeszów nie zyje dziewczynka samochodowy”. Jak to było? No bez przesady.
Miłego wieczoru.
Ps dziewczynką, która przeżyła opiekują się cudowna Babcia i Dziadek. Dziewczynce z Rzeszowa pozostają znicze. Żadne z tych dzieci nie miało wpływu na wybory rodziców.